Kompromitacja polskiej piłki – Legia remisuje z wicemistrzem Gibraltaru

kompromitacja polskiej

Kompromitacja polskiej piłki w eliminacjach do Ligi Europejskiej – Legia Warszawa tylko bezbramkowo zremisowała z drugą(!) ekipą ligi Gibraltaru(!). Przed rokiem jedną z najbardziej utytułowanych drużyn w Polsce z europejskich pucharów wyrzuciła ekipa z Luksemburga. Wtedy wydawało się, że gorzej być nie może. Jak się jednak okazuje, dla polskich zespołów nie ma rzeczy niemożliwych. 

Kompromitacja polskiej piłki

Mecz Legii z drugą drużyną z Gibraltaru nie był pokazywany w telewizji – można rzecz, całe szczęście. Transmisję można jednak było oglądać w serwisie YouTube. Kto poświęcił 90 minut z życia, może być srogo zawiedziony. To najprawdopodobniej jedno z najgorszych 90 minut, jakie można było przeznaczyć na oglądanie czegoś, co zwykle nazywa się piłką nożną. Ale czy piłką nożną można nazwać to, co czwartkowego wieczora pokazała Legia?

Żenujące wypowiedzi po meczu

Jak po każdej kompromitacji, także tym razem trenerzy oraz zawodnicy warszawskiej drużyny szukali wymówek. Już przed meczem, prześmiewczo zastanawiano się, na co ewentualne niepowodzenie zwalą piłkarze. Wydaje się jednak, że nawet w najśmielszych i najczarniejszych wizjach, nikt nie przypuszczał, że Legia z piłkarskiego trzeciego świata wróci bez zwycięstwa. To zdanie w rzeczywistości brzmi jednak buńczucznie, gdyż wobec wielu, to właśnie polskie drużyny piłkarskie są tymże trzecim światem.

Słowa, które padły z ust ludzi bezpośrednio związanych z kompromitacją na boisku, są niczym żywcem wyjęte z prześmiewczych memów. Spójrzmy na kilka z nich – spróbujcie się nie zaśmiać:

Europa to nie jest słaby zespół.

Tak o rywalu Legii wypowiadał się jej trener. Wtórował mu Carlitos, jeden z najlepszych napastników całej polskiej ligi:

Jestem dumny z pracy, jaką wykonaliśmy.

Tak. Piłkarze Legii są dumni z bezbramkowego remisu z drugą drużyną z Gibraltaru. Oto miejsce, w którym jest Legia Warszawa. 

Statystyki po stronie ekipy z Gibraltaru

Na sam koniec wspomnimy o statystykach. Najważniejsza, a więc liczba bramek, wyniosła po 0 z obu stron. Wiele osób spodziewało się gładkiego zwycięstwa Legii. Tymczasem to niszowy rywal oddał aż 11 strzałów, podczas gdy warszawiacy jedynie 8 razy zagrozili bramce przeciwników. Na tym zakończmy. O tym trzeba zapomnieć – choć łatwo nie będzie. Pozostaje mieć nadzieję, że Legia kolejną plamę z honoru zmaże w rewanżu. Tak, pozostaje mieć nadzieję, że wygramy w domowym meczu z wicemistrzem Gibraltaru.

źródło zdjęcia: legia.com